JAK PODSUMOWAĆ ROK 2020
I NIE ZWARIOWAĆ?

Powoli kończymy rok 2020, który z powodu panującej pandemii koronawirusa, niewątpliwie zapisze się na kartach historii wielu państw, społeczności i rodzin. Ten czas od wiosny do grudnia zweryfikował podejście wielu osób do codziennych obowiązków, organizacji pracy własnej, edukacji dzieci i możliwości realizacji planów.

Ten wpis jest moją subiektywną oceną sytuacji i chęcią odnalezienia choć odrobiny optymizm w tym całym zamieszaniu.

Zaczęło się od tego, że sama wzięłam się za podsumowanie roku 2020 i pytałam siebie, co się udało zrealizować? Czy jest coś pozytywnego, konstruktywnego, co mogę wyciągnąć po  ponad 10 miesiącach działania w innej, pandemicznej rzeczywistości?

Zanim zaczniesz czytać dalej, pomyśl czy Ty jesteś w stanie znaleźć choć małe, gdzieś tlące się przekonanie, że nawet w czasie ulewy, można myśleć o dobrej pogodzie? Czy widzisz choć jeden pozytyw, który przydarzył Ci się w tym trudnym 2020 roku?

Dodatkowo jest grudzień czyli czas kiedy zwyczajowo wpadamy w wir świątecznych przygotowań.

A że wir ten potrafi być jak prawdziwe tornado, to wiedzą doskonale Ci, co sprzątają, myją okna, gotują, pieczą, a co najważniejsze wybierają się na sklepowe szaleństwo w imię Mikołajkowego obdarowywania.

I te X-mas Party, łamanie się opłatkiem, kolędowanie w pracy lub ze znajomymi, a także George Michael śpiewający z głośników na każdym rogu swoje nieśmiertelne „Last Christmas I gave you my heart…”. Tak to zwykle wygląda.

Grudniowe nastroje

W tym roku czuję, że jest inaczej. Miny raczej rzedną, a to siedzenie w domu, to już wszystkim bokiem wychodzi i człowiek szuka jakiegoś wytłumaczenia.

Wiem i widzę to, bo sama racjonalizuje w głowie kwestię izolacji czyli to że trzeba, że strach, że nie wiem jak zareaguję i czy moje płuca wytrzymają. Ale jakby nie patrzeć- człowiek to istota stadna i ile do cholery (za przeproszeniem) można siedzieć w chałupie w tym samym towarzystwie. No ile?

Przez to wszystko, tegoroczne Święta i atmosfera rodzinnych spotkań nabiera zupełnie innego „uroku”. Raczej chciałoby się wyjechać, uciec, odciąć, coś zmienić w tej codzienności, którą w prawie niezmienionej formie mamy od kwietnia tego roku.

Dlatego już jakiś czas temu zaczęłam zastanawiać się, czy jest w ogóle coś dobrego z tego przebywania razem? Czy poza tym zracjonalizowanym izolowaniem się i dbaniem o zdrowie, jest jeszcze coś, co może dać choć trochę poczucia, że to ma jakiś sens – może głębszy, a może taki zwykły ludzki.

To co teraz przeczytasz jest zbiorem moich przemyśleń i obserwacji, które po części pewnie wynikają z mojej kompozycji talentów. Jestem pewna, że z niektórymi możesz się zgodzić z innymi nie. Ale chcę gdzieś zacząć odwracanie myślenia o pandemii tylko w wymiarze negatywów.
A tych przecież nam nie brakuje.

Z lotu ptaka

Zacznę od tego, że patrzę na takie „przypadki” życiowe z lotu ptaka. Bo co prawda wydarzyło się to teraz, w 2020 roku i zahaczy o rok przyszły, ale to przecież jeden z wielu rocznych okresów naszego życia.

Weźmy szerszą perspektywę i pomyślmy, czym jest 12 czy nawet 15 miesięcy, przy średnio 900, które mamy do dyspozycja w naszym życiu.
No dobra – w świadomym życiu i tym za które sami odpowiadamy to będzie tak: średnio 75 lat minus 16 pierwszych lat życia to wyjdzie 59 lat. I jak to pomnożymy przez 12 miesięcy rocznie to będzie jakieś 708 miesięcy naszego życia.

Okazuje się, że 15 miesięcy pandemii i siedzenia w domu stanowi zaledwie 2% czasu życia dorosłej osoby, która może dożyć 75 lat. Dwa procent! A reszta czyli 98% to Twoje życie przed i po pandemii.

Zaskoczenie?

Być może tak, ale to właśnie mój punkt odniesienia do tego co się dzieje, kontekst sytuacji, jaki biorę pod uwagę.
I oczywiście, że teraz jesteśmy w oku cyklonu, w samym środku tych nieszczęsnych 2% i wcale nam się nie chce myśleć, że może być normalność pozostałych 98%.
A będzie, to jest pewne. Może na nowych warunkach, ale będzie!

Taka jest właśnie moja perspektywa, dzięki której udaje mi się zobaczyć ten okres z innej, powiedzmy pozytywnej strony. Albo jak kto woli- z punktu widzenia korzyści.

Co dała nam pandemia?

Ciekawym jest to, że odpowiedź na to pytanie coraz częściej pojawia się w środkach masowego przekazu, a dziennikarze zadają je psychologom, pedagogom i osobom z wielu dziedzin. I da się usłyszeć, że pandemia zweryfikowała wiele systemów, obnażyła słabości, pokazała istotne kierunki zmian, choćby w podstawowych obszarach życia jak opieka zdrowotna, edukacja, sposoby wykonywania pracy i zapewnienie bezpieczeństwa.

Nie mam zamiaru wchodzić w tematy powiedzmy państwowe, gdyż wolę się skupić na tym, co dotyczy mnie i moich najbliższych, choć to też ciekawy temat.

Na własnym podwórku

Myśląc o tym co dała mi pandemia to pierwsze co przychodzi mi do głowy to możliwość gruntownego audytu własnego.
Chodzi o to, że to siedzenie w domu jest naszym życiowym egzaminem na zaradność i samodzielność, po prostu na nas i umiejętność radzenia sobie w trudnej i stresogennej sytuacji. Trochę więcej pisałam o tym we wpisie o talentach na kwarantannie.

Nie mam teraz nad głową szefa, ode mnie zależy o której wstanę, co zjem na śniadanie i w jakich ciuchach będę chodzić przez cały dzień. Czy swoje zadania wykonam w ciągu dnia czy w nocy i jak bardzo się zaangażuję.
Właśnie teraz mogą wyjść ze mnie demony leniuszka, może bałaganiary, osoby niezorganizowanej i miotającej się z kąta w kąt.

A przecież taki egzamin z zaradności i to w tak ekstremalnych warunkach nie zdarza się często.
Gdyby życie toczyło się swoim dawnym torem, to ten egzamin by się nigdy nie zdarzył. Nadal każdy robiłby to co zwykle, wykonywał codzienne obowiązki. Zakupy, gotowanie, praca, pilnowanie lekcji, zebrania rodziców, zbiórka na Mikołaja, Wigilia klasowa, pośpiech, odhaczanie punków na liście, bieg przez płotki.

A tak – można przetestować siebie samego w nowej pandemicznej rzeczywistości. To może dziwny pozytyw, ale gdy popatrzysz z lotu wspomnianych wcześniej 2% i szansy na kolejny taki czas, to być może w Twoim życiu takie warunki audytu wewnętrznego, niestymulowanego drugi raz się nie zdarzą.

Oczywiście dochodzą do tego pojawiające się emocje smutku, przygnębienia, samotności. Jest też frustracja, załamanie.
Tu znowu wraca kwestia umiejętności radzenia sobie – czy to poprzez szukanie pomocy u innych, czy zwykłego mówienia o potrzebach, zaspokajanie ich, uważności i wewnętrznego dialogu.

Pandemia przed każdym z nas postawiła ogromne wyzwanie i szansę na zajrzenie w siebie. I choć to może być różny obraz, to trzeba otworzyć oczy i go zobaczyć. Oceniam to, jako jeden z trudniejszych, ale też wartościowych skutków pandemii i siedzenia w domu.

Kruchość życia i drżenie o zdrowie własne i najbliższych stawia również w nowym świetle znaczenie każdego dnia i każdej chwili, skłania do zrobienia gruntownego przeglądu wartości i celów.
Stajemy się bardziej wyrozumiali, doceniamy to, co mamy, a to co kiedyś wydawało się niemiłym obowiązkiem, nabiera nowych barw – choćby możliwość spotkania współpracowników, kolegów w szkole czy znajomych.
Jakże miło było przekomarzać się z kumplami w pracy, lecieć z dziewczynami na aerobik i wpadać na nocne nasiadówki do sąsiadów.

Może zamiast żyć w perspektywie „przyszłości” (bo jak już będę mieć …., to wtedy będę spełniona), zaczniemy żyć w chwili obecnej (a bo dziś udało się …. i jestem z tego dumna). Może wreszcie docenimy uroki dnia codziennego.

W pracy

Praca zdalna (akurat w branży zawodowej mojej i męża) jest możliwa bez uszczerbku na spadku jakości wykonywanych zadań. To co musiało być odpracowane w biurze, można robić w domu, równie dobrze, równie solidnie.

To zapewne, gdy już będzie po wszystkim, będzie jednym z podstawowych argumentów do wprowadzenia zmian w podejściu do pracy u wielu pracodawców. Przynajmniej część osób na to liczy, szczególne kobiety z małymi dziećmi.

I żeby sprawa była jasna – wcale nie jestem za tym, by zupełnie zrezygnować z pracy biurowej, bo ma ona swoje bardzo ważne aspekty społeczno-towarzyskie, oprócz realizacji zadań biznesowych. Natomiast widać, że osoby, które ze względu na sytuację rodzinną były wykluczane, bądź nie brane pod uwagę jako solidni i zaangażowani pracownicy, to teraz, mając możliwość łączenia pracy zdalnej ze stacjonarną w biurze, mogliby funkcjonować na nowych zasadach i realizować się zawodowo. Wracam do tego, że w większości przypadków dotyczy to kobiet u progu kariery zawodowej i na dorobku rodzinnym.

A pandemia pokazała, że jak się chce, to można papiery w laboratorium ogarniać na odległość, prowadzić Departamenty Administracji, Sprzedaży czy Księgowości, a nawet przenieść obsługę klienta do domu pracownika.

W rodzinie

Mamy niewątpliwie dużo większą szansę i możliwość obserwowania naszych dzieci i poznawania ich nastoletnich światów. Dużo częściej robimy coś razem, jak dla przykładu jemy posiłki w ciągu dnia, gramy w gry planszowe, oglądamy filmy czy nawet po prostu rozmawiamy o bieżących sprawach.

Dowiadujemy się, jakiej muzyki słuchają dzieci, co je interesuje, co czytają, co wypatrzyli w sieci, a co ich denerwuje w szkole i jakie są ich bieżące wyzwania edukacyjne.

Gdyby był normalny rok szkolny, to dojazdy do szkoły i mnóstwo innych zajęć zabierałyby czas, który teraz jesteśmy w stanie znaleźć na te zwykłe domowe wspólne nasiadówki.

Jesteśmy teraz przyjaciółmi, kolegami, partnerami naszych dzieci i choć nie jesteśmy w stanie zastąpić rówieśników, to staramy się wypełnić te zadania najlepiej jak potrafimy.

Budowanie wzajemnych relacji, wspólne rodzinne działania i dogadywanie się – właśnie to ma teraz dodatkową wartość.

W dłuższej perspektywie czasu okaże się, że 11 lub 13 miesięcy to zaledwie mały wycinek z ponad 12 lat edukacji, jakie mają do zrealizowania  dzieci na poziomie szkoły podstawowej i średniej. To niecały rok, kiedy zastępujemy przyjaciół i znajomych.

Pewnie potem, gdy wszystko wróci do normalności, zostanie to przykryte bieżącymi aktywnościami z rówieśnikami. Ale to co teraz wypracujemy, może procentować na przyszłość, na podwaliny relacji z naszymi dziećmi, które już za chwilę staną się dorosłymi.


Jest jeszcze kilka innych spraw związanych z miejscem, w którym mieszkamy, z komfortem życia i sposobami na hartowanie ducha oraz ucieczką przed złymi myślami. Ale to już zostawiam Tobie, do samodzielnego zastanowienia się ze swojej perspektywy, do odnalezienia własnej drogi do samoakceptacji i zrozumienia obecnej sytuacji.

Staram się mieć pozytywne podejście, nie lubię słowa problem, który zamieniam na wyzwanie. Tak też podeszłam do tej sytuacji i dlatego zachęcam Cię do zmiany perspektywy i przy zbliżającym się końcu roku o pomyśleniu o pandemii w innym wymiarze.

I jeszcze mały rodzicielski teścik

A teraz sprawdź koniecznie czy dobrze wykorzystujesz dany Tobie czas z Twoimi nastolatkami w domu.

Weź kartkę papieru i napisz odpowiedzi na trzy pytania (dla każdego dziecka osobno):

  • Jaki jest ulubiony kolor Twojego dziecka (może być potrawa)?
  • Jaki zespół muzyczny lubi słuchać (lub rodzaj muzyki)?
  • Który przedmiot szkolny jest jego ulubionym i dlaczego?

Masz?

To teraz idziesz na gadkę szmatkę z córką lub synem, zrób wywiad i porównaj swoje typy ze stanem faktycznym.

Stopień zgodności pewnie sam da do myślenia w kwestii wykorzystywania czasu, jaki macie razem w domu.

Powodzenia!

A co Tobie dała pandemia?

Jestem bardzo ciekawa, jak Ty podsumujesz rok 2020, jakie wyciągniesz wnioski oraz czy uda Ci się dostrzec pozytywne aspekty zaistniałej sytuacji.

Możesz śmiało napisać o tym w komentarzu, a ja z pewnością chętnie porozmawiam na ten temat. Może opowiesz mi o swoim punkcie widzenia.

Podobał Ci się ten tekst?
Napisz swój komentarz.
Dziękuję 🙂

Zapisz się na newsletter i bądź na bieżąco z tym, co słychać u
Tropicieli Talentów.

Przy zapisie otrzymasz karty ABC nastoletnich talentów Gallupa.